NEWS

Wybory w PZSQ i PFS: kto wygrał i co dalej?

Za nami podwójny weekend wyborczy w polskim squashu.

Wciąż nie zostały opublikowane oficjalne protokoły z Walnego Zgromadzenia wyborczego PFS więc poniższe podsumowania powstały w całości na podstawie relacji kilku uczestników sobotniego i niedzielnego spotkania.

Czarna sobota

Jeszcze w piątek, zapowiadaliśmy weekend wyborczy, skupiając się wyłącznie na sobocie i wyborach do PZSQ (o tym, dlaczego, niżej), w których oficjalną chęć startowania na Prezesa wyraziła Rosanna Radlińska-Tyma. W oficjalnym porządku obrad, który miał w sumie kilkadziesiąt punktów, było wpisane głosowanie, które miało zdecydować, czy Prezesem pozostanie Tomasz Banasiak czy zmieni go właśnie Radlińska-Tyma.

Z nieoficjalnych źródeł 7dni dowiadywało się, że powstała koalicja sił „opozycyjnych” i że może dojść do zmiany władze. Ku zaskoczeniu wszystkich, okazało się jednak, że Walne Zgromadzenie zatrzymało i skończyło się już na pierwszym punkcie: wyborze przewodniczącego obrad.

W głosowaniu padł wynik 6:6 (PZSQ ma 13 członków, ale 1 przedstawiciel nie dojechał), a regulamin nie przewidywał co zrobić w sytuacji remisowej. Tymczasowy przewodniczący obrad zdecydował się więc zamknąć obrady. Przeciwko temu próbowały sprzeciwiać się niektóre kluby, apelując, żeby Walne zostało tylko zawieszone do końca miesiąca, kiedy można byłoby kontynuować obrady w pełnym składzie.

Nic to jednak nie dało, co może mieć istotne konsekwencje dla dalszych losów PZSQ. Ale o tym na końcu.

Całkowite zaskoczenie

W niedzielę zaplanowano Walne Zgromadzenie członków PFS, o którym w ostatnim czasie mówiło się już raczej niewiele. Szczególnie w ten weekend zdawało się, że nikt nie skupia się na tych drugich wyborach… a przynajmniej nie robił tego głośno.

Na miejscu okazało się, że grupa kilku osób zrzeszona wokół Rosanny Radlińskiej-Tymy, nie chwaląc się tym wcześniej publicznie, zebrała sporo upoważnień od członków PFS. Kiedy Tyma weszła w niedzielę na salę głosowań, mogła być pewna ponad 50 głosów (PFS ma 150 członków).

Całkowicie nie spodziewał się tego najwidoczniej odchodzący zarząd i jego członkowie, którzy na miejscu dysponowali tylko ok. 10 głosami.

Nie zapomnę sceny, kiedy Rosanna podeszła rejestrować swoje głosy (głosowano przy użyciu systemu elektronicznego – przyp.red.). Stała wtedy tyłem do władz PFS, na których twarzach z każdą mijającą chwilą malowało się coraz większe zdziwienie i niepokój, które rosło tylko z każdym wyciągniętym przez nią upoważnieniem. W sumie robiła to przez bite 10 minut! – mówi nam jeden z uczestników spotkania.

Złota niedziela

Przy takim rozkładzie głosów, Radlińska-Tyma i jej poplecznicy odnieśli pełne zwycięstwo. Członkami nowego zarządu zostali Michał Sieradzan i Andrzej Uryga, a nowym Prezesem, właśnie Radlińska-Tyma. Do Komisji Rewizyjnej odpowiedzialnej za kontrolowanie wewnętrznych poczynań Federacji weszli Waldemar Kobus, Sebastian Weber i Piotr Chomicki.

Głosujący nie oszczędzili też odchodzących władz, głosując za tym, żeby nie przyznać absolutorium prawie nikomu z członków zarządu i Komisji Rewizyjnej z lat 2016-2018 (wyjątkiem był Waldemar Kobus, który stosunkowo szybko zrezygnował z działania we władzach PFS).

Wśród powodów negatywnej oceny pracy wszystkich tych osób był m.in. brak dopełnienia statutowego obowiązku zwołania Walnego Zgromadzenia. Poprzednie, przed tym niedzielnym, było zorganizowane w 2016 roku. Brak absolutorium oznacza zakaz kandydowania do władz Stowarzyszenia przez 2 lata.

Nie wiadomo, czy lista „pretensji” do poprzednich władz Federacji jeszcze się nie wydłuży. Nowy zarząd chciałby po przystąpieniu do pracy przeprowadzić audyt działań PFS w poprzednich latach, żeby wykluczyć ewentualne nieprawidłowości.

Czy PFS jest nadal ważny?

Odpowiadając krótko: tak. Choćby dlatego, że pod skrzydłami PFS rozgrywane są nadal wszelkie amatorskie rozgrywki (każdy turniej C i B, A, Mastersi, juniorzy) i bez przeszkód nadal mogą być tam prowadzone. Te rozgrywki przynoszą poza tym bieżące fundusze, które można później rozdysponować na  cele popychające do przodu rozwój polskiego squasha.

Warto pamiętać też, że Stowarzyszenie PFS i Związek PZSQ mogą działać całkowicie autonomicznie. Szczególnie, że tradycyjnie Związek zajmuje się raczej innymi rzeczami: budową reprezentacji kraju i opieką nad najbardziej wyróżniającymi się młodymi zawodnikami. Wszyscy pozostali, a więc zdecydowana większość, mogą przecież nadal występować w imprezach PFS.

Federacja (PFS) jest poza tym też „klubem”-członkiem Polskiego Związku Squasha, a to oznacza, że ma głos w wyborach do PZSQ. W sobotę na ten głos mógł więc liczyć na 100% Tomasz Banasiak, ale teraz przy ewentualnej powtórce wyborów, powędrowałby on raczej na konto Rosanny Radlińskiej-Tyma. Już na wstępie zmienia to rozkład głosów w wyborach na 7-5 lub nawet 8-5 (w zależności od przekonań nieobecnego w sobotę klubu).

– Zwycięstwo w wyborach do PFS przede wszystkim pokazało wszystkim w polskim squashu, że warto się starać coś zmienić, bo przy współpracy i zaangażowaniu to możliwe. Ta motywacja może przekonać inne kluby, żeby spróbowały jeszcze dołączyć do Polskiego Związku Squasha i w głosowaniu jeszcze zwiększyć przewagę grupy, która wygrała wybory w PFS – mówi nam inna osoba, która głosowała w niedzielę w Warszawie.

Dwóch prezesów

Od niedzieli trwa okres przejściowy. Na stronie PFS i na jej koncie na Twitterze nie pojawił się jeszcze żaden komunikat o wynikach wyborów. Zwycięzcy czekają m.in. na przekazanie haseł potrzebnych do aktualizowania strony internetowej, a więc też rankingów. Rosanna Radlińska-Tyma przeprosiła już za ewentualne opóźnienia na swoim koncie wyborczym na Facebooku.

Czy przekazanie władzy uda się przeprowadzić gładko? Pierwszym testem zwiastującym problemy są startujące w czwartek Drużynowe Mistrzostwa Polski. Który Prezes otworzy i zamknie DMP 2018?

W tej kwestii nie ma zgody między samymi zainteresowanymi. Turniej został zaplanowany jeszcze zanim  powstał Polski Związek  Squasha, a jego organizatorem była Polska Federacja Squasha. Od niedzieli jej Prezesem jest Radlińska-Tyma. Odpowiedź wydaje się więc prosta, ale czy szef PZSQ będzie chciał zrezygnować z „czynienia honorów” w Krakowie?

Takich wyzwań, również w kwestiach innych niż reprezentacyjne, będzie sporo.

Co dalej?

Sądząc po reakcji na naszym Facebooku, nowe władze PFS mają ogromne poparcie społeczności squashowej w Polsce. Wyniki wyborów były komentowane przez naszych czytelników m.in. nawet porównaniami do „końca komunizmu w Polsce” i nazywane zmianą po „latach nieurodzaju”. Zdjęcie Rosanny Radlińskiej-Tyma z podpisem „Pani Prezes” otrzymało rekordową liczbę polubień.

Ważne będą najbliższe dni i tygodnie, bo odchodzący zarząd może jeszcze np. próbować podważać ważność wyboru nowych władz, ale ich pozycja wydaje się być silna. Nikt nie ukrywa też, że niespodziewane zdobycie władzy w PFS to tylko pierwszy krok. Kolejnym celem będzie wygranie wyborów w PZSQ, na co szanse wzrosły w tym momencie bardzo wyraźnie.

Nie wiadomo co prawda, kiedy dokładnie zostanie zwołane kolejne Walne w PZSQ. Niektórzy obawiają się nawet, czy w ogóle do niego dojdzie. Przynależność Związku do Ministerstwa Sportu ma jednak tę zaletę, że w razie zbyt dużych opóźnień, członkowie Związku mogą zgłaszać swoje niezadowolenie „wyżej” i oczekiwać reakcji. Obie strony będą też próbowały wykorzystać ten czas, żeby zarejestrować nowe kluby do Związku i „zwiększyć” swoją pulę głosów. Pytanie tylko, czy wszystkie będą zasługiwały, żeby zostać do niego przyjęte.

Obawiając się tego, Stowarzyszenie S4Silesia rozpoczęło już w poniedziałek akcję „#NieDlaSłupa”. W piśmie do PZSQ (przeczytaj je tutaj) jej sygnatariusze proszę, żeby prawo głosu w PZSQ miały tylko podmioty, które realnie wpływają na rozwój squasha w Polsce. – Jeśli zgadzasz się z założeniem, że prawa głosu w PZSQ nie mogą mieć np. kluby tenisowe, które nie mają nic wspólnego ze squashem, a służą tylko do realizacji prywatnych interesów poszczególnych członków, a nie dyscypliny jaką jest squasha, proszę udostępnij Nasz apel! – piszą.

Zapowiadają się gorące tygodnie na szczytach władzy polskiego squasha.

Leave a Comment